Gorzka w smaku,
czerwona i gęsta jak kisiel, zmieniła moje nogi w galaretę i przegrałem wyścig
w biegu na 100m.
-
Nie czuję się na siłach, żeby cokolwiek napisać. Wstałem o piątej, wróciłem dopiero po siedemnastej. Dwanaście godzin wcięło, ale przepadły ...
-
W ciemnym pokoju zapaliła się zapałka. Z sykiem, mikro-wybuchem oświetliła brodę i nos siedzącego w fotelu mężczyzny. Kobieta spała na wersa...
-
- Opowiedz mi jakąś historię – rozkazuje brodaty człowiek, który siedzi na kanapie u mnie w salonie. Etgar Keret, Nagłe pukan...
-
W drodze do sklepu minąłem sąsiada, zmiatającego na kupkę pierwsze opadłe liście. Wiele z nich nadal było zielonych i zastanawiałem się czem...
poniedziałek, 30 marca 2020
niedziela, 29 marca 2020
Przeźrocza (fragm. antologii Jelenie na dachu)
Obok stołu warsztatowego zepsuta lodówka
zakrywała dziurę w ścianie garażu. Ojciec postawił ją z sąsiadem nad włazem
szamba. Nie było szansy, żeby kiedykolwiek ponownie spełniała swoją fabryczną
funkcję. Stała się nową szafką na sprzęty i narzędzia. Na śrubki, wkręty, nakładki
i tym podobne. I szybko rdzewiała.
Kiedyś
przez dziurę można było patrzeć do garażu i straszyć myszy na półkach ze
smarami i farbami. Kiedy stało się to niemożliwe naszymi ofiarami stały się
zielone i brązowe pająki z tłustymi odwłokami. Karmiliśmy je muchami złapanymi
w domu, lecz nie tymi znalezionymi na lepach, bo często były wysuszone i
zatrute. Nam chodziło zawsze o otumanione przejedzeniem z rozsypanego cukru,
rozlanego oleju na blatach czy ludzkiego potu na skórze. Wrzucane na sieć
walczyły, sprowadzając pająka i oboje lądowali w ciągu chwili w słoiku. Śniło
mi się kiedyś, że sam tak wpadam do słoika. Ręce kosmosu zakręciły nakrętkę, a
ja powoli dusiłem się ze strachu, bo właśnie z tym miałem umrzeć: ze strachem,
który nigdy nie znajdzie ujścia.
piątek, 16 sierpnia 2019
Rift p1.
Cuchnący zapach, skąd? Czy to on go wydziela, czy któreś z ciał z wyłamanych trumien? Wciągnął powietrze, powąchał kurtę pod pachą, ale to dźwięki rzężenia i ostry kwik cierpienia naprowadził go na źródło. Pośpieszył przez mgłę cmentarną, przeskakując dwa pierwsze groby i powalony pomnik. Wystające z ziemi ręce zsuwały się po wysokich butach, zostawiając ślady, mnóstwo śladów szponiastych paznokci i przynależnej nieumarłym desperacji.
Odgłosy walki dochodziły z szopy w rogu nekropolii. Kilka żywych trupów pochylało się nad dogorywającym koniem. Inne, z wciąż parującymi wnętrznościami zwierzęcia, dobijały się do drzwi. Głód umrzyka nie znał granic.
Ściągnął strzelbę z pleców i załadował. Po chwili uznał, że nie wystarczy naboi, pas zostawił z księgą odczyniania w wozie przy bramie. Naliczył przeciwników: dwanaście głów. Nijak nie zdoła ich porozbijać pięcioma nabojami.
Chyba, że ustawią się w rządku, zachichotał głos z wnętrza głowy. Pluwik nawet po śmierci radził mu nierzetelnie.
Poklepał kieszeń na piersi, zabrzęczał metal. Oparł strzelbę o zgięty łokieć i wyciągnął parę kastetów zakończonych srebrnymi podkowami. Podczas polowania na wampiry przynosiły mu szczęście, czy teraz będzie podobnie?
Zobaczymy, szepnął Pluwik, zobaczymy.
/. GR
niedziela, 28 października 2018
Intryga I Huk Strzelby – Tajemnica Pobytu W El Royale [RECENZJA]
Intryga I Huk Strzelby – Tajemnica Pobytu W El Royale
Część przyjemności czerpanej z oglądania filmu wiąże się ze sposobem prezentacji opowiadania. Przyjemnie jest obejrzeć klasyczną historię, gdzie bohater odbywa linearną podróż, a po kilku trudnościach pokonuje przeciwnika i zdobywa nagrodę. Jeszcze lepiej jednak, gdy twórca przejawia ambicję rozwijania podwójnej gry, w której uczestniczą bohaterowie oraz widz. Drew Goddard, reżyserując Źle się dzieje w El Royale, osiągnął jedno i drugie stawiając na zręcznie prowadzoną intrygę, huk strzelby i estetykę noir.
Całość do przeczytania tutaj:
http://mfcinerama.pl/intryga-huk-strzelby-tajemnica-pobytu-el-royale/
Nina – Kino Doświadczane Zmysłami (reż. Olga Chajdas) [Recenzja]
Nina – Kino Doświadczane Zmysłami [Recenzja]
Zupełnie przypadkowo trafiłem na film Nina. Dyskusyjny Klub Filmowy Miłość Blondynki firmował go wytartym już hasłem „dobre, bo polskie”. Ba, koło plakatu przechodziłem kilka razy i nie odczuwałem specjalnej ochoty, by pójść na seans. Stało się jednak inaczej. I jestem wdzięczny za to znajomym z zespołu redakcyjnego MF Cinerama, jak i samym organizatorom. Gdyby nie oni, ominęłaby mnie feeria zmysłów.
Całość do przeczytania tutaj:http://mfcinerama.pl/nina-kino-doswiadczane-zmyslami-recenzja/
piątek, 9 czerwca 2017
Nadpadaczka.
![]() |
| https://pl.pinterest.com/pin/842806517735775551/ |
Szczyt głowy Kamila przypominał guzowaty kamień. Macał, pocierał go nerwowo, martwiąc się, że popełnił być może o jedną pomyłkę za dużo. Zderzały się w nim strach i parcie na wolność. Po raz pierwszy nie czuł zmęczenia. Uciekał wzrokiem od chmurnej twarzy szefa, lecz gdy ten wreszcie skończył czytać zawartość trzymanej kartki, spojrzał na parking za oknem i westchnął. Kamil poczuł ulgę. Kolejny most spalony. Uczucie ciężkości opuściło jego czaszkę, pozostawiając po sobie nikłe pulsowanie. Przełknął gęstą ślinę, wstał i bez słowa opuścił biuro. Na korytarzu rozpiął górne guziki białej koszuli i wyrzucił do kosza plakietkę, nie poświęcając startemu nazwisku nawet chwili uwagi. Gdy opuścił budynek, stanął na środku chodnika.
Zaskoczyła go pustka, brak powiązań i kotwic między nim i światem. Uświadomił sobie jednocześnie, że wolność nie dawała spodziewanej lekkości, objawiała się raczej jako uczucie dyskomfortu noszenia przepoconej bielizny.
Zdawało mu się, że widzi linie wchodzące i wychodzące z ludzi, znikały gdzieś za załomami budynków, zakrętami i wzniesieniami, po której wytyczono pasy ruchu. Z trudem oparł się pokusie podążania bezpiecznymi torami, które dawno temu wyznaczyła natura lub ktoś inny. Niektóre z linii mógł ścisnąć w dłoni i zerwać. Chciał to zrobić, ale uznał, że jeszcze nie pora.
Wkroczył na ulicę pod pędzące samochody, te unikały go, jakby sama śmierć chciała mu udowodnić, że na każdego przyjdzie czas, a jego jeszcze nie nadszedł. Czerpał siłę z pozostawionych za sobą dźwięków, trzasku ocierających się karoserii, tłuczonego szkła. Czuł się niezniszczalny. Rozpaczliwe krzyki ludzi pchały go wbrew kierunkom i celom, nawet grawitacja zelżała. Odnosił wrażenie, że obok panoszącego się w jego organach zniszczenia, rosła w nim nowa egzystencja. Podobała mu się ta wizja.
Zniknął w cieniu między budynkami. Postanowił nie pierwszy raz, że jego prywatna apokalipsa wydrze światu spokój.
Wkroczył na ulicę pod pędzące samochody, te unikały go, jakby sama śmierć chciała mu udowodnić, że na każdego przyjdzie czas, a jego jeszcze nie nadszedł. Czerpał siłę z pozostawionych za sobą dźwięków, trzasku ocierających się karoserii, tłuczonego szkła. Czuł się niezniszczalny. Rozpaczliwe krzyki ludzi pchały go wbrew kierunkom i celom, nawet grawitacja zelżała. Odnosił wrażenie, że obok panoszącego się w jego organach zniszczenia, rosła w nim nowa egzystencja. Podobała mu się ta wizja.
Zniknął w cieniu między budynkami. Postanowił nie pierwszy raz, że jego prywatna apokalipsa wydrze światu spokój.
środa, 24 maja 2017
Wiersz
Do oczodołu przykleiło się oko,
Spojrzeniem kręci się za sroką,
Powiadają, że figi liść strzeże
Tajemnic po tej stronie istnienia,
Ale mnie ta bajka nie nabierze
Rękę kusi pocałunek płomienia.
W głębi gęby szczękają zęby
Znikają sroki, wkręty i wstręty.
Spojrzeniem kręci się za sroką,
Powiadają, że figi liść strzeże
Tajemnic po tej stronie istnienia,
Ale mnie ta bajka nie nabierze
Rękę kusi pocałunek płomienia.
W głębi gęby szczękają zęby
Znikają sroki, wkręty i wstręty.
poniedziałek, 22 maja 2017
Porozmawiajmy o pisaniu jak o seksie.
Pisanie jest seksowne. Przyciąga mnie do siebie, pozwala na dużo więcej niż sobie wyobrażałem.
![]() |
| https://pl.pinterest.com/pin/353321533248481866/ |
Czasami jednak coś mnie przejmie-opęta, nadchodzi jakaś "krotochwila" i zamiast pisać, staję się jakościowo nocną wcale niepiszącą marką.
Przede wszystkim porozmawiajmy o niepisaniu. Dlaczego?
Nie mam czasu? Pojawiają się te "rzeczy" różnej maści i pochodzenia, klasyfikowane jako "must have i must be"; słodycze dla uwagi, tuczące koncentrację, aż sam nie poznaję własnych myśli. Moja myśl, czy myśl telewizji, internetu lub ajfona?
Odmawiam podania sobie zmiany, leku na przypadłość frustracji niepisania. Nie jest to świadoma decyzja, raczej równolegle dziejący się świat, z którym dzielę pępowinę na dalsze życie, bo gdzieś chowam znamienną plakietkę z informacją o ignorancji nieczynienia pożytku z czasu jaki został mi na świecie.
Kiedy aplikuję wreszcie zmianę, zmieniam się i ja, przecinam komfort nieświadomości i bezruchu wyobraźni. docieram stopy (długopis, klawiaturę) aż przed oblicza postaci swoich opowieści. Czekały na mnie.
![]() |
| https://pl.pinterest.com |
Szukam inspiracji. Nie ma. Czyli koniec.
Czekaj, a co z bodźcami? Bocznymi uliczkami jak bodźcami, kieruję kroki ku inspiracji jak stacji przesiadkowej, skąd pojadę dalej. Po to idzie się na stację, żeby wędrować szybciej i lepiej. Wtedy światło reflektora zapala na jaskrawo ruchy, gesty, mimikę, słowa, zdania i interakcje. Wszystko to zasysa emocje i jestem bliższy stworzenia treści tekstu.
Dlatego gdzieś idę, coś robię, z kimś rozmawiam, coś czytam lub słucham. Wszystko jest bodźcem, od którego płonę pomysłami i słowami. Zwłaszcza emocje.
Siadam-piszę? Jeszcze nie teraz.
Znamiennymi zdaniami z kursów pisarstwa były dla mnie wskazówki dotarcia do mechanizmu, działającego w każdym, kto pisze: dlaczego jestem pisarzem.
Po pierwsze, pisanie jest sposobem komunikacji. Szukasz kontaktu, uwagi i uzewnętrznienia.
Po drugie, wszyscy są nieodkrytymi egotykami, ze zderzającymi się w punkcie ciężkości siłami tego, że "chcę" i tego "czy potrafię".
Gdybym założył lepiej prowadzonego bloga, nazwałbym go Antynygus na cześć Antygon tego świata, żeby pamiętano o dylematach życiowych nie jak o łatwych wyborach tchórza czy niekonsekwentnych decyzjach zapadłych instant-bez czytania umów i ludzkich mikroekspresji, zdradzających prawdziwe intencje i atencje. Antynygus to współczesny dylemaciarz, antyskrupulatny skorupiak z miękkim wnętrzem i pozbawiony kręgosłupa, pozorujący życie poprzez akty pazernego pasożytnictwa.
Gdybym tylko miał w sobie zacięcie do tworzenia takich słów jakich czasami mi brakuje na opisanie charakterów, założyłbym bloga i starałbym się poprawiać karykatury robiąc witraże z luster za pomocą palnika i śliny.
No, ale jest niedziela i Antynygus jeszcze się nie stworzył. Za mało mojego w tym pomyśle oburzenia, a więcej zmęczenia próbą zrozumienia.
Zdecyduj, że piszesz, siadaj i pisz. Niech zadziała szok.
![]() |
| https://pl.pinterest.com/pin/282319470371282171/ |
Twoja pasja nie jest oszustwem. Czasami odtwarzasz już znane historie, jesteś jak malarz reprodukcji, ale wciąż i nadal możesz być mistrzem swojego tworzenia, bo Ciebie jeszcze nie było i nie było tego, co piszesz ani jak piszesz.
Pisanie i niepisanie to nie fazy księżyca, to nie miesiące przeskakujące na knykciach, to konstrukt zaparcia się o zmianę pomysłu w zapis. Oparcia o to co zapisane, bo wtedy zaistnieje.
Lubię słowotwórstwo, lubię tworzyć i uwielbiam pisać, rozmawiać o pisaniu, obracać się wśród ludzi o podobnej pasji.
Czasami widzę w sobie i w innych "wenarośle": czytanie, rozmowy, oglądanie. Wena porasta życia tych ludzi. Wiedzą, że interakcja to najlepsza inspiracja i bodziec.
Czasami widzę też winarośle; obwieszanie winy, za to, że jeszcze nie jest się dość dobrym dla swojej twórczości. Mam dobry pomysł, ale nie czuję się dobry w stylu czy warsztacie.
Jesteś dobry/a, znasz wszystkie litery, znasz miejsca w swojej duszy, które pragną zadzierzgnięcia do wyzwania, do przekroczenia bariery wnętrze-zewnętrze.
Pora coś napisać.
Seksownych słów i wielu inspiracji!
niedziela, 14 maja 2017
W razie awarii, szybka randka. ODC.1
![]() |
| https://pl.pinterest.com/pin/305189312220356509/ |
Kiedy zabrzmiał dzwonek,
ostatni tego wieczoru, wstałem i pożegnałem się z … sam nie pamiętam jej
imienia. Dziwne, ale przez pięć minut dowiedziałem się, że bada dno morza
bałtyckiego i lubi czytać kryminały Nesbo, ale informacja o imieniu wypadła mi z
głowy. Tak to jest z imionami; kiedy nie obracasz go w głowie jak coś
istotnego, stacza się z uwagi jak kula z piedestału przy najmniejszym podmuchu
zainteresowania czymś lub kimś innym. A teraz zainteresowania przeniosłem do
niej. Anna. Śliczna szatynka, z którą umówiłem się tylko raz, lecz potem znajomość
podupadła jak źle zarządzana firma. Nagle konakt się urwał.
Bywa,
powiedziałem wtedy, a gdy spotkaliśmy się ponownie, nie omieszkałem jej wyrzucić,
że:
- Nie oddzwoniłaś. Nie wiem co się stało... Odkąd przerzuciliśmy się na „szybkie znajomości” przy pięciominutowych
stolikach oraz odkąd zaspokajamy potrzeby nawiązując relacje przez internet, dodałem
złośliwie, reguły towarzyskie zniknęły z instrukcji obsługi społecznych
interakcji, doprowadzając do upadku dobrych obyczajów…
- Zmarł mój ojciec – odparła zażenowana, przesuwając
wzrok w stronę szyby. Światło na parkingu zgasło nie wiem kiedy, lecz w tamtej
chwili czułem, że płonę na całej twarzy. Przeprosiłem i chciałem zażegnać ten
drobny kryzys. Wtedy opowiedziała sama z siebie o swoim życiu.
Wpadłem po uszy. Niestety bez wzajemności.
Szczęście w nieszczęściu co miesiąc widywaliśmy się w
restauracji Żukowa, szukając szczęścia i dzieląc się historiami.
Siedziała
przy stoliku z numerem 10. Odprowadziła uśmiechem faceta, który ruszył dalej.
Krzyżyk na drogę, pomyślałem. Z zazdrością obserwowałem, że prostuje szerokie
plecy.
- Czo to
byo – powiedziałem naśladując nasz – mój i Anny – język.
Uśmiechnęła
się.
- Pust-ok.
Z ulgą
rozsiadłem się wygodniej. Przestawiłem filiżankę po kawie, którą ktoś zostawił.
- Szedł
jakby między udami tkwiła niewidoczna beczka. – Puściłem oko.
Roześmiała
się. Siedzące przy innych stolikach twarze zwróciły się ku nam. Po chwili
zniknęły, gdy mój świat wypełniły oczy koloru kawy, błyszczące od piwa i
śmiechu. Z kącika oka popłynęła łza, którą szybko starła.
- Popsujesz
mi makijaż.
- Jak
idzie?
- Niestety.
A tobie?
-
Dziewiątka zrobiła na mnie wrażenia.
- Serio? A
jak ma na imię?
-
Przyłapany. – Udałem skruszonego.
- Masz na
karcie, głupolu!
- A
faktycznie. – Obszukałem kieszeń marynarki – Yyyy. Chyba ją zgubiłem.
- Jesteś
niepoprawny. Po co w ogóle tu przychodzisz, skoro się nie starasz? – udała że się złości,
co wyszło dość zabawnie, więc musiałem przygryźć policzek, żeby się nie
uśmiechnąć.
Staram się,
staram – pomyślałem.
- Tak jakoś
wyszło. Jak mama?
- Lepiej. –
spoważniała. Czyli nie wszystko było lepiej.
- Trzymaj
się jakoś – złapałem za jej dłoń. Tego właśnie brakuje w szybkich randkach –
brak kontaktu. Czasu na bliskość. No, ale ich scenariusz zakładał właśnie
szybkość.
- Dzięki. -
Kiedy ścisnęła moją rękę, serce w mojej piersi wybuchło szybką serią bolesnych czknięć.
Żeby patrzeć na ten uśmiech mógłbym wykupić dożywotni karnet na szybkie randki
całego świata. – Jak ma się twój brat?
-
Przyjeżdża do Gdańska. Zamieszkamy razem. Może pójdzie na studia.
- Nie
naciskaj na niego.
- Przecież
nie naciskam. Służę radą. To co innego.
- Jest
młody, nie rozumie, że chcesz go wesprzeć. Dla niego zresztą wsparcie ma być brakiem
oporu wobec jego planów.
- I drobna
pomoc finansowa.
- Brzmisz
jak zgred.
- Lepiej
powiedz, czy zadzwoniłaś do siostry.
Przygryzła
wargę.
- Nie wiem
czy to jest dobry pomysł.
- Kiedyś
musisz jej wybaczyć. Mamy ogra…
Zabrzmiał
dzwonek.
- Kochani,
kończymy – powiedziała organizatorka.
- Mamy
ograniczony czas. Pamiętaj o tym.
- Dobrze.
Chciałem
coś zrobić, żeby ją wesprzeć. Cokolwiek.
- Jesteś mi
winna randkę – wypaliłem.
Wydawała
się zakłopotana.
- Myślisz,
że to dobry pomysł? Przyjaźnimy się.
- Nie wiem
jak ty, ale próbowałem prawie wszystkiego, żeby stworzyć udany związek. Nigdy
jednak nie zaczynałem od przyjaźni. Znamy się od roku, choć widujemy co miesiąc.
Piszemy do siebie codziennie. Pora coś z tym zrobić. Jeśli nie wyjdzie…
jesteśmy rozsądnymi ludźmi, prawda?
- Wiesz co,
masz rację. Raz kozie śmierć.
- Takie
słowa w restauracji brzmią jak wyrok – powiedziałem z uśmiechem.
Śmiała się
jeszcze, gdy podałem jej płaszcz.
- Mam
rozmazany makijaż? – zapytała.
- Nie –
skłamałem.
sobota, 13 maja 2017
Ostatnie światło przed snem.
![]() |
| https://pl.pinterest.com/pin/454230312405147650/ |
Dzień zagrzmiał, gdy nadeszła burza, a wraz z nią
noszący się na czarno ludzie w kominiarkach. Ich długie cienie dopadły mnie
wcześniej, nim zrobiły to gniewne, brzmiące sztucznie, krzyki. Nie czekali aż
podniosę ręce. Nie zdążyłem dojeść kanapki, upadła obok mojej twarzy.
Pokój o czarnych ścianach, tylko krzesło żółte.
Posadzili mnie skutego. Ten wysoki szepnął coś smutnemu. Chciałem skrócić
wszystko do minimum, ale nie potrafiłem przejść obojętnie wobec wzroku tego drugiego.
Jego oczy patrzyły na mnie z wyrazem obrzydzenia, jakby rozmawiał ze mną
tysiące razy w tym właśnie pokoju. Nigdy wcześniej go nie widziałem. Czułem jak
cień owijał się wokół żółtego krzesła. Milczący świadek w mojej sprawie.
- Czemu to zrobiłeś? - zapytał.
Zacząłem od początku:
- W brzuchu matki było najlepiej. Był tylko jeden
cień. Skąd cień, jeśli nie było światła, pytasz? Wtedy ono nie istniało. Mówili
mi, że nie mogłem pamiętać, ale pamiętałem. Cień taki, taki jak widzę dziś w
blasku dnia. Rzucałem go na ścianę brzucha, a kiedy próbowałem dotknąć, uciekał
jak stado kruków. Potem urodził mnie świat, a ja ujrzałem ostanie światło przed
snem, którym jest życie.
- Co? O czym
ty mówisz?
-
Nauczycielka patrzyła na mnie spojrzeniem dławiącym jak ości. Jej cień próbował mnie pochłonąć. Próbowałem tłumaczyć, że
cień wszedł na plecy Maćka, pchnął go z okna. Wróciłem do klasy. Cień chciał
ujrzeć światło w moich rękach. Ogień skoczył pod sufit. Szyba zalśniła
czerwonym blaskiem, biały plastik spadał do stóp. Krzyczeli, żebym się odwrócił
i uciekał, lecz ja siedziałem na krześle, wpatrzony w czarny dym, a w nim w
uśmiechnięty cień.
- Słuchaj…
- Chlusnęła
wrażliwa woda. Komórki cienia zakwitły w syczących kałużach, zakwitły jak ostanie światło przed snem.
- Przestań
opowiadać bzdury! Czemu to zrobiłeś?!
- Czarne
włosy zasłoniły spokojne orzechowe oczy, lecz widziałem w nich blask dogasającego życia, gdy cień usiadł na
jej piersi i pocałował, zapadając się w pełnych ustach. Noc zabrała kolory,
śmierć ostatnie światło przed snem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





